O mnie

Cześć. Witaj na moim blogu, gdzie w zależności od okoliczności, stanu ducha i umysłu, pogody, zdrowia czy kaprysu, zamierzam dzielić się swoimi przemyśleniami na tematy wszelakie. A ponieważ marchewka zawsze była dla mnie większą motywacją, niż kijek, każdy czytający będzie dla mnie inspiracją do większych starań.

ZAPISKI. Tak, moje rozważania, subiektywne przedstawienie moich wizji, w różnych formach, których nie odważyłabym się przyporządkowywać do typów literackich.

POTARGANEJ. Z jednej strony mam skłonności do symetrii, z kubków w szafce skierowanych w jedną stronę wyleczyło mnie dopiero narodzenie mojego syna, lubię schematy i planowanie dnia. Z drugiej strony bardzo ważne dla mnie zawsze było (i jest nadal) życie w zgodzie ze sobą, szczerze do bólu. Stąd zawirowania na gruntach wszelakich. Roztargnienie i chaos w połączeniu z niemalże niemiecką precyzją mogą rozwichrzyć nawet najbardziej ułożonego człowieka. Potarganie fizyczne i psychiczne w różnych kolorach tęczy. I morze optymizmu.

IDEALISTKI. Kiedyś Ktoś, widząc cytat z piosenki „Nadzieja” zespołu IRA, który skrupulatnie wykleiłam na drzwiach pokoju, podsumował mnie, że jestem niepoprawną idealistką. Chyba miało mnie to zaboleć, a przynajmniej sprowadzić do pokornej ciszy. Pamiętam, że zamiast tego, podziękowałam za komplement. To prawda. Ta część mnie, z mocnym poczuciem, czego chcę od świata, nakręca mnie na właściwe tory i kieruje moim życiem. Taki scenariusz prowadzi mnie przez wzniesienia i doliny, ale sama decyduję, jaki kierunek obieram… Ta sama osoba nazwała mnie kiedyś nieskończoną marzycielką, odnosząc się do mojej ukochanej Ani z Zielonego Wzgórza. Zawsze we mnie była. I cieszę się, że mimo, że należę już do grona 40+, wciąż we mnie pozostaje…

Nie obiecuję sensacji, dziennika, rad jak pięknie i modnie żyć, czy pamiętnika erotomanki. Obiecuję natomiast, że każdy wpis będzie uwidocznieniem tego, co leży mi w danej chwili na sercu. Czarno- białym opisem trudnego dnia, autoironiczną relacją niezdarnego przebrnięcia przez najprostsze schodki, czy pełnym barw, uczuć sprawozdaniem ważnego dla mnie wydarzenia. Mam nadzieję, że zaglądając tu po raz pierwszy, zechcecie tu wrócić…

A dlaczego: „Och, Ewcia!”? Podpowiedziała mi ten tytuł moja najmłodsza siostra, której bardzo dziękuję. Myślę, że Ci, którzy mnie znają osobiście, przyznają rację, że to wyrażenie określa mnie w najtrafniejszy sposób. Przyjęło się nawet w naszej licznej rodzinie, że każde niezdarne zachowanie kogokolwiek komentuje się właśnie sformułowaniem „Och, Ewcia!”…

Macie więc przed sobą osobę, która z jednej strony zawodowo zajmuję się cyframi, potrafi uparcie ślęczeć nad dokończeniem zadania, jest skrupulatna do przesady, zorganizowana i systematyczna, a z drugiej strony uwielbia książki, bujanie w obłokach, pisanie, wierzy w szczere ideały i potrafi wbrew zdrowemu rozsądkowi potykać się o własny cień.

A na imię mi, jak już wiecie, Ewa…