Każdy kij ma dwa końce

Zastanawiałam się, jakim tematem najlepiej rozpocząć przygodę z własnym blogiem. Różne myśli przychodziły mi do głowy. Poprosiłam siostrę, by rzuciła hasło, a ja będę mogła sprawdzić, czy sprostam zadaniu. Usłyszałam: „Napisz o pogodzie”.

„O pogodzie?”. Zaśmiałam się, że chyba rzuciła mi temat na odczepkę, ale myśl została już zaszczepiona. W końcu temat aury jest codziennym tematem wymiany uprzejmości tutaj, w Szwecji. Bez względu na to, czy masz mnóstwo tematów do obgadania, czy właśnie zapadła krępująca cisza, pytanie o prognozę na wieczór, tydzień czy cały sezon zimowy zawsze jest na miejscu i ratuje nie jedną skomplikowaną sytuację towarzyską.

Patrzę przez okno. Puszyste płatki śniegu gęsto opadają na i tak już dobrze zaśnieżony ogród. Cieszę się, ponieważ lubię zimę ze śniegiem, mrozem i słońcem. Niestety, to ostatnie ukryło się dziś głęboko za chmurami i ani myśli mrugnąć okiem. Patrzę na ten zabielony świat, który chwilowo ograniczył barwy do bieli i różnych odcieni szarości i rozmyślam o tym, jakie emocje dzisiaj w ludziach wywołuje. Przecież każdy z nas jest inny, ma różne upodobania…

Jeden, pesymista, wznosi ręce do góry. Wzdycha, stawia łopatę pod drzwiami i już czuje się zmęczony, na samą myśl o odśnieżaniu wejścia przed domem. Milknie i wraca do swojego zajęcia w oczekiwaniu na przerwę w opadach… A tu sypie wciąż więcej i więcej…

Drugi, malkontent, stwierdza, że przy obecnej temperaturze ślizgawica gwarantowana, więc trzeba się zabezpieczyć, by nie wywinąć przysłowiowego orła. Przeszukuje szuflady w poszukiwaniu kolców na buty, nerwowo przerzucając szaliki, czapki i rękawiczki. Jeszcze jest w domu, a już chce wracać. Skandynawska powściągliwość nie pozwala wybuchnąć, lepiej usiąść i napić się herbaty…

Trzeci, szczęściarz, raduje się i zaciera ręce. Świeżo upieczony emeryt dorabia sobie odśnieżaniem prywatnych posesji i dróg. Dla niego, każdy drobny płatek to mały prezent. Uruchomi swój traktor i odda się ulubionemu zajęciu, kiedy kariera zawodowa odeszła w przeszłość. Porozmawia z sąsiadem, zobaczy uśmiech babuleńki, wdzięcznej za ponowne połączenie jej ze światem. Wciąż czuje się potrzebny, więc białe szaleństwo mu nie straszne.

Jest też zmarźluch. Lubi oglądać i takie obrazki, jednak myśl o zmarzniętych dłoniach i stopach paraliżuje jego optymizm. Wybiera chwile w domu. Cieszy się, bo dzięki opadom napalił w kominku, zaparzył pyszną malinową herbatę, schował się pod kocem i zagłębia się w kolejnej książce. Prawdziwe historie, czy pełne fantazji przygody bohaterów wciągają go maksymalnie, nie zauważa, kiedy nadchodzi wieczór.

Jest też sportowiec, zafiksowany codziennym treningiem, żadne warunki nie robią na nim wrażenia. Wychodzi z założenia, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednio ubrani ludzie. Obiera swój cel i biegnie przed siebie, zamieniając się powoli w bałwana, ku uciesze bawiących się na dworze dzieci.
I są dzieci. Kochane. Beztroskie. Nie martwiące się na zapas mokrymi czapkami. Czy słońce, czy deszcz, czy zawierucha, zawsze chętne do wygłupów na dworze. One nie myślą na widok śniegu za oknem o kolejnych schodach, na które muszą wejść. One widzą wyzwania, możliwości, pragną tylko, byśmy do nich dołączyli. Bezsprzeczna radość, dopóki dorośli nie wkroczą i jej nie zaburzą… A może powinniśmy czasem poobserwować nasze maluchy i ich podejście do świata? Nie tylko my możemy być przewodnikami dla nich po tym świecie. Oni mogą nauczyć nas równie dużo. Czasem nie warto komplikować spraw. Spojrzenie szczere do bólu, skupienie się na tym, co naprawdę ważne. Bycie blisko, bycie razem…

Można wymieniać kolejne osoby i ich spojrzenie, sami wiecie, jak reagujecie. Lubicie śnieg? Ja bardzo. Prosty przykład sypiących płatków uświadamia, jak wiele zależy od nas. Każdy dzień, każda minuta. Na każdą drobnostkę można spojrzeć w minimum dwojaki sposób. Wszystko zależy od perspektywy, przez którą patrzymy. Nie podoba nam się uczucie, które od rana nosimy w sobie? Stańmy z boku i spróbujmy spojrzeć na okoliczności tak, by dojrzeć w nich również pozytywy. Zawsze znajdzie się coś, co przybliży nas choć trochę do lepszego samopoczucia…

Powiecie, że pewnie łatwo mi mówić! Otóż nie. Siedzę w domu chora dokładnie dwa tygodnie. Kot doprasza się wyjścia na dwór, więc zawodzi co chwilę licząc na moją litość (z powodu pogryzienia muszę przeczekać, aż rana się zagoi, zanim pobiegnie wolna zdobywać kolejne kocie szczyty). Dostałam zwolnienie na kolejny tydzień, a kaszel nie odpuszcza, jakby chciał udowodnić, że jest równie uparty, jak ja. Sił brak. Jednak staram się patrzeć z tej drugiej strony. Pięknie za oknem. Kotkę przytulam dużo częściej, z korzyścią dla obojga. Wygrzewam się w łóżku, nadrabiam zaległości w czytaniu. A przede wszystkim, otwieram się na kolejne marzenie… i piszę tutaj.

Pamiętajmy, w końcu każdy kij ma dwa końce! Trzeba tylko otworzyć oczy i je dojrzeć…

7 odpowiedzi do “Każdy kij ma dwa końce”

  1. W sedno😘. Leżę w łóżku, pokonana przez grypę, obolała, niewyspana…i kiedy już myślę, że nie może mnie dzisiaj spotkać nic przyjemnego- trafiam do Ewci😘😘😘😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *